Imágen Fernando Clemente.

Traducción del polaco y nota: Abel Murcia & Katarzyna Mołoniewicz

Krystyna Dąbrowska, 1979. Poeta, ensayista, traductora. Licenciada en artes gráficas por la Academia de Bellas Artes de Varsovia. Autora de seis poemarios. Galardonada, entre otros, con el Premio Kościelski, el Premio Wisława Szymborska, el Premio Literario de la Ciudad de Varsovia. Su poema Travel Agency, traducido al inglés por Antonia Lloyd Jones, fue distinguido con el premio Pushcart Prize. Sus poemas han sido traducidos a más de una veintena de lenguas y publicados en revistas como Granta, Harper’s Magazine, Poetry o Frankfurter Allgemeine Zeitung. También han salido en forma de poemarios independientes en italiano, alemán, sueco, portugués e inglés. En el ámbito hispánico aparece en la antología Luz que fue sombra. Diecisiete poetas polacas (1963-1981), ed. Vaso Roto, y en numerosas revistas y publicaciones digitales.

En una entrevista reciente la poeta manifestaría que no escribe «poemas en los que presente su “ars poetica”. Se trata de que la imagen sea algo que contenga un relato. La imagen es algo tan fuerte y tan sugestivo —me gustaría que así fuera— que es ahí, en esas “referencias” donde se oculta todo aquello que no se dice abiertamente».

Krystyna Dąbrowska es asimismo una destacada traductora de poesía, fundamentalmente anglosajona. Ha traducido, entre otros autores, a Louise Glück, Nuali Ní Dhomhnaill, W. C. Williams, Thom Gunn, Charles Simic y Kim Moore.

Los tres primeros poemas pertenecen a Ścieżki dźwiękowe (Bandas sonoras). El cuarto a Miasto z indu (La ciudad de indio), y el último a Nigdy nie myślałam, że upiekę chleb (Nunca pensé que haría pan).

BANDAS SONORAS

1. En países donde se doblan las películas extranjeras, una estrella internacional y su voz local, siempre la misma, entran en simbiosis hasta el final de los días de la estrella o de la voz. ¿Qué ocurre cuando muere la estrella? ¿La voz pierde su rostro y vuelve de la pantalla a la tierra? ¿Sin trabajo, incómoda en su cuerpo original, en el que se habla al compás de los labios? ¿Y cuando muere la voz? ¿Encuentran otra, tan parecida que apenas se oye la diferencia? Pero más allá de la banda sonora se percibe una lengua ajena que es imposible acallar. 2. La grabación del houuuuu, ho, ho, ho, houuuuu del cárabo atrae a un cárabo de sangre y hueso. Lo saca del bosque: mancha de sombra alada, felinosigilosa sobre un cielo aún claro, planeando intranquila de un lado a otro. Engañado, busca algo que no existe, para que por un instante veamos claramente su ser aviar. 3. Lo insonoro traducido a sonidos. Los detectores reconocieron la vibración de las ondas gravitacionales como un trino. Así trinaron unos agujeros negros al caer sobre sí fusionándose en uno solo; cantaron como pájaros. No, no fue cuando no había pájaros, ni oídos, ni cuando, sino tras los siglos de los siglos, a cientos de megapársecs de aquel lugar. Allí fue el choque. Una explosión sin testigos. Un nuevo horizonte común para los ojos de nadie. Un rompecabezas a mil millones de años luz. Insonoro. Traducida a un trino, la señal de aquel protosuceso acababa de llegar a unos brazos recién abiertos a su encuentro. Que se abrían cada vez más. ¿Para?

ŚCIEŻKI DŹWIĘKOWE

1. W krajach, gdzie dubbinguje się zagraniczne filmy, światowa gwiazda i jej lokalny głos, zawsze ten sam, tworzą symbiozę do końca życia gwiazdy albo głosu. Co dzieje się, kiedy umiera gwiazda? Głos traci twarz i wraca z ekranu na ziemię? Bez pracy, nieswój w swoim pierwotnym ciele, w którym mówi się zgodnie z ruchem warg? A gdy umiera głos? Znajdują nowy, tak podobny, że prawie nie słychać różnicy? Ale słychać spoza ścieżki dźwiękowej obcy język, którego nie da się wyciszyć. 2. Nagrane u-hu… u-huhuhuu… puszczyka wabi puszczyka z krwi i kości. Wywabia go z lasu, skrzydlatą plamę cienia, kocio bezszelestną na jasnym jeszcze niebie, szybującą niespokojnie wte i wewte. Oszukany, szuka czegoś, czego nie ma, żebyśmy przez chwilę mieli jak na dłoni jego ptasie jest. 3. Bezdźwięczne przełożone na dźwięk. Detektory wychwyciły drganie fal grawitacyjnych jako ćwierk. Spadające na siebie czarne dziury tak ćwierknęły, stapiając się w jedną; zaśpiewały jak ptaki. Nie, nie wtedy, kiedy nie było ptaków, uszu ani kiedy, tylko po wiekach wieków, setki megaparseków stamtąd. Tam – zderzenie. Eksplozja bez świadków. Nowy wspólny horyzont dla niczyich oczu. Ćwiek zabity miliardowi lat świetlnych. Bezdźwięcznie. Przełożony na ćwierk sygnał prazdarzenia dotarł właśnie teraz w dopiero co otwarte dla niego ramiona. I otwiera je szerzej. Dla?

ESCULTURAS PARA INVIDENTES

En un museo de arte donde reina la vista, esculturas para invidentes. Las mismas a las que los videntes no pueden acercarse demasiado: un pie que traspasa la línea roja, una nariz que curiosea el vacío que dejó una nariz antigua y salta la alarma. Solo es posible mirar hasta transformarse en unos protuberantes globos oculares de piedra arrancados de una cabeza griega de mármol. Los ciegos los ven con los dedos. Tocan las cicatrices en la barriga de una joven de las Cícladas, las luchas de dragones en el reverso de un espejo coreano. Vuelven a moldear lo que se hizo mil años antes de Cristo, dicen: copa, jarra y las llenan de vino. Las sartas de collares-monedas liberadas de las vitrinas tintinean en sus manos sobre pérdidas y ganancias. Sobre transacciones turbias. La aldaba les entrega su peso, rememora la puerta. Intenta tú ahora abrirla a ciegas.

RZEŹBY DLA NIEWIDOMYCH

W muzeum sztuki, gdzie rządzi wzrok, rzeźby dla niewidomych. Te same, do których widzący nie mogą podchodzić zbyt blisko: stopa wysunięta za czerwoną linię, wścibianie nosa w pustkę po antycznym nosie – i alarm. Wolno tylko patrzeć, aż się zmienisz w kamienne gałki oczne na szypułkach wydłubane z marmurowej greckiej głowy. Ślepi oglądają je palcami. Dotykają szramy na brzuchu cykladzkiej dziewczyny, walki smoków na odwrocie koreańskiego lustra. Co powstało tysiąc lat przed naszą erą, lepią na nowo, mówią: kubek, dzban i napełniają winem. Uwolnione z gablot sznury paciorków-monet stukają im w rękach o zyskach i stratach. O szemranych transakcjach. Kołatka oddaje im swój ciężar, przypomina sobie drzwi. Spróbuj je otworzyć po omacku –

NUESTRA LENGUA

Cuando dices ¿puedo dormir un poco más porque tengo dentro una placa de sueño y tiene que derretirse como el hielo en primavera?, cuando me quejo de estar bloqueada en la escritura y tú me aconsejas ¡ten paciencia y aprende de mí!, y yo contesto que sería como aprender vegetarianismo de un gato, cuando recordamos nuestro viaje nocturno por las montañas de Vietnam en un traqueteador de recuerdos, o cuando en una de las capitales europeas buscamos desesperadamente un patio orinable, cuando nos encontramos a mitad de camino entre mi reducto y el tuyo e iniciamos una ronda por el barrio, y en las ventanas mujeres viejas apoyan los codos en sus cojines de vigía, entonces es cuando quiero incluir nuestra lengua en la lista de lenguas minoritarias amenazadas, porque la conocen solo dos personas y es difícil protegerla, y a la vez en la lista de las más fuertes porque, de momento, nos protege a nosotros.

NASZ JĘZYK

Kiedy mówisz czy mogę jeszcze pospać, bo mam w sobie bryłę snu i ona musi się roztopić jak lód na wiosnę, kiedy narzekam na zastój w pisaniu, a ty radzisz cierpliwości! ucz się jej ode mnie, na co ja, że to tak jakby się uczyć wegetarianizmu od kota, kiedy wspominamy naszą całonocną jazdę w wietnamskie góry wytrząsaczem wspomnień, albo jak w jednej z europejskich stolic rozglądaliśmy się gwałtownie za podwórkiem moczooddajnym, kiedy spotykamy się w pół drogi między moją a twoją sekluzją i ruszamy na obchód dzielnicy, a w oknach stare kobiety opierają łokcie na poduszkach obserwacyjnych, chcę wtedy wciągnąć nasz język na listę zagrożonych języków mniejszości, bo zna go tylko dwoje ludzi i trudno go ochronić, a równocześnie na listę najmocniejszych, bo jak na razie chroni nas.

EL DESESPERALIVIO

¿Conoces la planta del desesperalivio? Cuando un incendio arrasa por completo la palabra «tú» (a ti, contigo, por ti), el humo despierta los brotes de las semillas. Su flor es pesada como la peonía negra, pero sus pétalos caídos son ligeros. Sus raíces alcanzan los comienzos de una historia acabada. Sus espinas pinchan. El jugo, los emplastos con sus hojas y las infusiones curan. Sus frutos pueden causar vómitos o adicción. Olvidados en los bolsillos se convierten en sonajeros que tocan a cada paso una melodía angustiosa Desesperalivioaliviodesesperodesesperalivio. Su aroma irrita el «yo» que apenas si respira. Esperad un momento, va a estornudar y se recuperará un poco.

ROZPACZULGA

Znacie tę roślinę, rozpaczulgę? Kiedy pożar zdusi już do szczętu słowo ty (tobie, z tobą, przez ciebie), dym pobudzi kiełkowanie jej nasion. Kwiat ma ciężki jak czarna piwonia, lecz opadłe płatki są lekkie. Korzeniami sięga do początków zakończonej historii. Jej kolce kaleczą. Sok z liści, okłady z nich i napar – leczą. Od owoców można dostać torsji lub się uzależnić. Zapomniane w kieszeni zamienią się w grzechotki i będą wygrywać przy każdym kroku desperacki rytm. Rozpaczulgaulgarozpaczrozpaczulga. Jej zapach drażni ja, ledwo zipiące. Czekajcie, zaraz kichnie. I trochę się otrząśnie.

CONVERSACIONES EN UN JACUZZI, II

Sentados en un jacuzzi echamos pestes de nuestros países. Por las luchas entre bandas criminales, por la gente mayor sin atención [ médica, por un ejército que clasifica a los reclutas desnudos en una plaza como si fueran diferentes especies de animales, por las ciudades asfixiadas por la contaminación, por los peces muertos en los ríos. —Afortunadamente no tengo país— dice el que tuvo que huir del suyo.

ROZMOWY W JACUZZI, II

Siedząc w jacuzzi, obgadujemy nasze kraje. Za walki gangów, za nieleczonych starych ludzi, za wojsko, w którym nagich poborowych sortuje się na placu jak różne gatunki zwierząt, za duszące się smogiem miasta, martwe ryby w rzekach. – Całe szczęście nie mam kraju – mówi ten, co ze swojego kraju musiał uciekać.